Różniste

Zgon w kolejce do kawy

Umiera się na różne sposoby. Szybko i nieświadomie. Powolnie i boleśnie. Ale najgorzej w kolejce do kawy z ekspresu.

Nie będę stała w kolejce do kawy w biurowej kuchni, jak ten debil. Jak ten dąb schnący, z opadającymi bezwiednie liśćmi. Jak strach na wróble bezlitośnie obsrany przez lokalne wrony, zadziwiony swoim durnym położeniem.

W kolejkach jest coś strasznie uwłaczającego. Coś nakazującego grzeczność i podporządkowanie, na co moje buntownicze serce nie chce pójść. Niefajnie, bo w Wielkiej Brytanii wprost uwielbiają stać w kolejce.

Śmierć w kolejce do kawy
Powolne zdychanie w kolejce do kawy

O śniadaniu

Mamy w pracy darmowe śniadanie w piątki. Jest jajecznica, smażone grzyby, fasola i inne wyspiarskie specjały, w sumie to do końca nie wiem co, bo nigdy nie jest mi dane jego spożywanie. Z prostego powodu – o godzinie 9:30 ustawia się do niego KOLEJKA. Przecież za darmo rozdają! Moje pierwsze skojarzenie – jak po chleb za PRLu. Wijący się na kilkadziesiąt metrów wężyk ludzi zdesperowanych pieczywa. Ogólna matematyka: dużo ludzi, mało chleba. Przepychające się baby w chustkach na głowach, grzmienie ludu „bo pan tu nie stał!” i „no co pani się wpycha!”. Jedyna różnica, że jak wtedy się nie wystałeś, to chleba nie miałeś.

Scenka przeniesiona

W naste lata XXI wieku w okolice Soho w Londynie. Ogonek brodatych drwali aka designerów w kraciastych koszulach i obcisłych spodniach, do tego parę otyłych Brytyjek w przyciasnych letnich sukienkach. Dużo więcej kultury, nikt się na siebie nie drze, ale ta sama determinacja w oczach – oby tylko mufin jagodowy był dzisiaj mój!

Cierpliwie wyczekują w ciszy, przystępując z nogi na nogę. Wężyk przesuwa się leniwie do przodu, centymetr po centymetrze, łyżka po łyżce, bułeczka po bułeczce. Byle tylko załapać się na pastę z awokado! Doczekać odrobiny hummusa! Jak zaprogramowana maszyna, stopa za stopą. Kukiełki tańczą, brakuje tylko muzyki. Trans, bo podano do stołu. Przyjmą każde upokorzenie, byle tylko dorwać się do darmowej jajecznicy, liznąć gratisowego bekonu. W dłoniach niecierpliwie podrygują łyżki.

Kolejka zombie
Bo kolejka to składanie hołdu, trans zahipnotyzowanej tłuszczy

Przepraszam

Ja tu przejdę bokiem, byle do mojego biurka, z dala od śliniącego się tłumu… Bo nie zamierzam brać w tym cyrku udziału. Wybaczą Państwo, ale nie chcę błagalnie wyglądać ochłapów, pokornie stać z pustą miską w dłoni, czekać na swoją kolej, na obozową rację żywieniową. Ja sobie później kanapkę zrobię, z dala od zdesperowanego tłumu.

Czekanie w kolejce to taki hołd posłuszeństwa. Przyklaskiwanie narzuconemu porządkowi. Pochwała systemu. A ja pieprzę system.

I to cholerne pierwszeństwo tego przed wami. Ta wyższość i niesprawiedliwa przewaga. Zgarnia ci sprzed nosa ostatniego rogalika. Jesteś totalnie na jego łasce. Chyl czoła i zamilcz, zgięty w pokłonie!

Zejście w kuchni numer 2

Idziesz sobie zrobić kawę z ekspresu. Najpierw czekasz jak ten idiota, aż gość przed tobą skończy się bawić. Specjalne ustawienia, jeszcze trochę mleka, cappuccino, cafè latte, cafè szmatę. Nie ma problemu, take your time, ja sobie podłubię w nosie. Stoisz na środku kuchni jak ten owoc egzotyczny. A gdy maszyna jest wreszcie twoja, jak na złość, po kolei włączają się wszystkie alerty: wypłucz ekspres, opróżnij fusy, napełnij zbiornik z wodą, uduś gościa, który totalnie zepsuł ci poranne robienie espresso i wetknij mu ziarna kawy do oczu. Bo tak właśnie jest w kolejkach. Zawsze istnieje element wyruchania.

***

Pod koniec śniadaniowej farsy nie ma już ani jajecznicy ani fasoli. Ostatni z cierpliwej tłuszczy oczekującej na swoją szansę odchodzą przegrani, niektórzy próbują wyskrobać resztki z papierowych pudełek, ale to na nic. Koniec przedstawienia. Staliście jak głupki, ale choinki tym razem nie będzie. Kurtyna opuszczona, puste naczynia posprzątane. Ani bisów nie zapowiadają. Tymczasem ja spokojnie wyglądam, aż wreszcie opustoszeje kuchnia…