Wielka Brytania

Potworna kuchnia angielska

Brytyjczycy nie słyną z zajebistej kuchni. Kultura jedzenia jest tu średnia, ludzie raczej tłuści, w sumie nic dziwnego, jeśli pomyślisz o smażonej kiełbasie z fasolą i frytkami na śniadanie. Kilka słów o brytyjskiej kuchni w praktyce, czyli co mnie tu razi, zachwyca, dziwi, żenuje, martwi, smakuje. Wpis krajoznawczo-przyrodniczy.

Angielskie śniadanie
Angielskie śniadanie

Kraina herbatą i mlekiem i płynąca

Kraj herbaty? O rany, serio?! Dodaj tu tyle wykrzykników, ile uważasz za stosowne. Bo domyślną herbatą w Wielkiej Brytanii jest… bawarka. Jeśli życzysz sobie bez mleka, musisz specjalne poprosić. Nie dla mnie ma nic bardziej obrzydliwego niż widok torebki od herbaty pływającej w białawo-beżowej podśmierdującej cieczy.

Herbatę z cytryną widziałam w hipsterskich kafejkach reklamowaną jako „w stylu rosyjskim”, za £2. Mojemu eks (Anglikowi) zdarzało się pić Earl Grey z cytryną, ale nie jest to za bardzo popularne.

Są też ziołowe, ale herbal tea to ogólnie inne zwierzę jest, dla niektórych Brytyjczyków tak obce, że do takiej mięty też ładują mleka. Fejspalm.

Angielska herbata
Mleczny potwór czyli herbata po angielskiemu

Ogólnie herbata jest rzeczywiście nieodłącznym elementem codziennego życia. Ktoś wpadł w odwiedziny? Cup of tea. Nudzi ci się? A nice cuppa. Powrót z zakupów? I tak dalej. Niekoniecznie o 17.oo, jak uczą w podręcznikach do angielskiego, chociaż jest coś w robieniu herbaty w okolicach 16.oo, gdy już dawno po lunchu, a jeszcze nie pora na kolację. Wtedy to nie raz słyszę w pracy hasło „it’s that time of the day!” i już wiadomo, o co chodzi.

Chleb fantastyczno-elastyczny

Jak my nie doceniamy polskiego chleba! Tu chleb jest nie do jedzenia, chyba, że kupujesz go w jakiejś ekskluzywnej francuskiej lub hipsterskiej piekarni i płacisz co najmniej £3 za bochenek. Standardowym chlebem w UK jest biały tostowy, taki gąbczasty, w plastikowym worku, krojony. Tu się raczej nie je świeżego, przeciętny Anglik robi tosty. W sumie trudno się dziwić – z tym gumowym, chlebo-podobnym tworem trudno zrobić cokolwiek innego.

Brytyjski chleb
Brytyjski gąbkowy chleb. Niech cię nie zmylą piękne bocheny, w środku jest zwykły tostowy

Bezpłciowo, bezsmakowo

Prawda kulinarna numer 3: Anglicy nie ogarniają przypraw. Nawet chyba soli do końca nie kumają. Bezsmakowe purée ziemniaczane, kawałek mięcha z mdłym sosem plus zielony groszek lub warzywa na parze. Nieprzyprawione to wszystko i nijakie. Jak patrzę na mojego landlorda, robiącego te wszystkie półprzezroczyste wywary i gotowane mielone z pojedynczymi gdzieniegdzie powtykanymi marchewkami, to mi się serce rozdziera.

Ocet ocet octem pogania

Jeśli Polacy mają swoje kiszone specjały, Hindusi garam masalę, to u Brytyjczyków charakterystycznymi dodatkami są właśnie ocet oraz coś na kształt drożdżowego Marmite. Brązowy sos HP, czipsy octowe, frytki z octem, gravy, pikle, chutney. Wszystko pod ten sam dekiel, „coś” podtopione w kwaśnej brązowawej mazi z dodatkiem gotowanego groszku i nie, wcale nie kupa.

Brązowy sos HP
Brązowy sos HP

Gotowe żarcie w plastiku

Wielka Brytania to kraj, w którym króluje wszelkiego rodzaju przygotowane za ciebie żarcie. Tutaj nie trzeba gotować. Od niekończącej się listy take-away’ów na telefon i online, przez supermarketowe posiłki do podgrzania w mikrofali, po obrane i pokrojone za ciebie ziemniaki i marchewki. Nawet owsiankę kupisz przygotowaną w plastikowym kubeczku. Wszelkiego rodzaju przekąski, takie jak orzechy w małym kubeczku („na raz”), nie wspominając o gigantycznym wyborze kanapek. Mało kto przynosi lunch z domu, raczej wyskakuje się po gotowca. Wszystko kijowej jakości, nafaszerowane chemią i sprawiające, że dupa rośnie w tempie dzikim.

Chujowe warzywo

Znowu – nie doceniasz polskich warzyw i owoców. W Polsce idziesz do takiego Tesco, a tam warzywa piękne, dojrzałe, soczyste. W UK idziesz do Tesco i uderzasz w regały spożywczej miernoty. Wszystko mizerne, popakowane w celofan, bez smaku. Ostatnio kupiłam śliwki w ostatni dzień przydatności do spożycia. Były twarde i kwaśne jeszcze przez miesiąc. W końcu się poddałam, ugotowałam z cukrem i dodałam do ciasta, bo surowych zjeść nie szło.

Gotowe posiłki w supermarkecie
Gotowe posiłki w supermarkecie

Zamknięte kanapki

To w UK dowiedziałam się, że normalne polskie kanapki wcale nie są normalne, bo kanapka powinna mieć chleb od góry i od dołu. Może. Na początku je bardzo lubiłam, bo takie inne. Ser + pikle, szynka z musztardą i ogórem, ser & cebula, krewetki z majonezem. Trójkątne, gąbczaste, zapakowane w plastik. W sumie to polecam do spróbowania, ale na dłuższą metę się ich nie da.

A co z fisz & czips i angielskim śniadaniem?

To nie jest tak, że poranek w robocie oznacza masowe gotowanie fasoli i smażenie kiełbach na boczku. I że na lunch wszyscy zapodają rybę z frytami. To trochę jakby mówić, że Polacy jadą na bigosie i pierogach. Smażone śniadania jada się raczej w weekend, najchętniej po ciężkiej imprezie i zwykle w kafejce. Natomiast ryba i frytki to taki trochę nadmorski specjał, podobnie jak w Polsce. Brytyjskie fryty są gigantyczne. Najlepiej, oczywiście, polane octem. I jasne, że zjesz w pubie. Nikt po prostu nie zajada się fish & chips na co dzień.

Fish and chips
Fish and chips

Co by tu powiedzieć jeszcze?

Właściwie to lista jest długa, ale przecież nie będę tutaj książki pisać. Na pewno warto wspomnieć o curry, chujowych kiełbasach o smaku papieru oraz innym od polskiego rozkładzie posiłków. O tym, jak Anglik wzdryga się na myśl o flakach czy wątróbce. O tradycyjnych potrawach i popularności pub foodu. Jest też cała lista moich brytyjskich ulubieńców (Sticky Toffee Pudding!!!!!!), które z chęcią przenoszę na polskie stoły, ale o tym wszystkim następnym razem.

To co – fancy a cup of nIce-motherfuckin-T?