Lajfstajl

O oswajaniu negatywnej świnki

Każdy ją ma, tylko niektórzy bardziej. Wyjada Twoją chęć do życia, trawi żywcem mózg, ciśnie na czaszkę. Spider motherfuckin’ pig of negativity.

Negatywna świnka

Chodzi oczywiście o negatywy różnej maści i formy. Od opluwania innych do opluwania lustra.

Przez lata pobytu w UK i rzekomej „dorosłości” próbuję być pozytywna. Julia, wieczny pesymista i chodzące misery przepoczwarza się w radosnego motyla. Tyle, że motyl ma podwiędnięte skrzydełka i przy każdym podmuchu niesprzyjającego wiatru wali się z trzaskiem na grunt i obija swoją wiotką motylowość. Bo królewną zwiewną być jest ciężko.

Nie wszyscy mogą i któryś z nas też nie może. I w tym cała rzecz.Kubuś Puchatek, A. A. Milne

Polacy ponuracy

Polacy są ponurakami, nie oszukujmy się. Ostatnio ktoś wspomniał na blogu o tym, że z tym samym problemem wszedł na angielskie i polskie forum. Na polskim dostał masę hejtu, katastrofalnych wizji, krytyki i przestróg, co tylko może pójść nie tak. Na angielskim otrzymał mnóstwo słów otuchy, wsparcia i życzeń wszystkiego dobrego. Bo tacy już jesteśmy i jasne, istnieją jakieś tam jednostki super optymistyczne i roztańczone, ale ogólnie jest kiła.

Nie będę wyskakiwać z tym, że mieszkanie w Londynie zrobiły ze mnie świętą Julię Zachodnioeuropejską z kościoła Życzliwych. Pobyt w UK otworzył mi jednak oczy na to, że fajniej być miłym i że negatyw do niczego dobrego nie prowadzi. Nie to, że nagle umiem w bycie miłym. Ale staram się i gryzę się w jęzor.

If you don’t have anything nice to say…

Jest takie ładne powiedzenie – „If you don’t have anything nice to say, don’t say anything at all”. Dalej było o kwestii zachowywania się w społeczeństwie i zwykłej grzeczności, która nakazuje nieranienie uczuć innych. Takie to wszystko proste jest. Bo co Ci po tym, że kogoś obsrasz?

wkurzony-krolik

Że każda krytyka jest hejtem? Absolutnie nie. Ale też nie każda krytyka jest potrzebna. Negatywnym komentarzem nie wskórasz tak naprawdę nic poza popsuciem nastroju osobie, którą krytykujesz, choćby było to tylko trochę. No chyba, że to Twój cel, ale wtedy jesteś po prostu chujem.

Jestem głupia i śmierdzę

Negatywy to nie tylko to, że „pani jest głupia i śmierdzi”. To również „jestem głupia i śmierdzę”. Oba idą w parze i trzymają się za rączki. Jak masz coś popieprzonego z własnym poczuciem wartości, to masz też problem z poszanowaniem wartości innych.

I tu wracamy do motywu upadłego motyla i scenariusza z pierdolnięciem zabawkami i wyrżnięciem populacji ziemskiej. Jeśli jesteś osobnikiem sfrustrowanym tudzież depresyjnym, jest szansa, że często w Tobie kipi. Przerzuca się to na otoczenie czy się nie przerzuca – zależy od Twoich zdolności samokontroli. A co się dzieje z nadmiarem żółci?

Opary depresji i kałuża żółci

Wypływa w postaci jadu (patrz wyżej), depresji lub innej wścieklizny. Ach te modne kwestie zdrowia psychicznego… Depresja! Załamanie! Splin! Masz po prostu ochotę zapaść się pod ziemię i schować przed światem? Bo wszystko jest wymiotem wszechobecnej apokalipsy? Drapanie ściany, kolejne pudło higienicznych, puste butelki po winie. „A o szyby deszcz dzwoni…”

Smuty

Jedną z rzeczy, których nauczyłam się, będąc duża, jest to, że wszystko mija. W wieku 16, ba, nawet 25 lat dołki były dramatem i tragedią w 1 akcie. Był płacz, zgrzytanie zębami i śmierć na miejscu, brak nadziei na cokolwiek. Depresja, potwór z zębami, pożerała, gdzie stałam, i to był koniec. Teraz wiem, że potwór ten ma bardzo delikatny żołądek i prędzej czy później wypluwa. Dołek jest tylko dołkiem, nie żadnym tam piekielnym kraterem – wpadasz, ale zawsze ostatecznie wypadasz z powrotem. Bo tak w życiu bywa. Ostateczne są tylko śmierć i podatki.

Jak udawać radość?

W takim razie może należy być chodzącym pozytywem? Nie ma tego złego, wszystko cacy. Właściwie to bardzo lubię bezgraniczną pozytywność, tylko że ona jakoś lepiej działa u innych. U mnie jest jakaś taka oszukana, nienaturalna. Nawet w momentach największej byczości i wypasu nie umiem uwolnić się od choć odrobiny pesymizmu.

Choćby tutaj, w 4 ścianach viewportu przeglądarki, na łonie mojego kolorowego bloga. Miałam pisać o radości z życia, skowronkach, kucykach i motywacji. Taki był plan. Bo w sumie w życiu mi się całkiem układa, mieszkam sobie w Londynie, mam pieniądz, miłość i dużo pluszowych misiów. Czego można chcieć więcej? Niestety jestem jakaś zardzewiała od środka. Najbardziej przeżywam, jak coś jest chujowe. Polska zrzędliwość? Genetyka? Sama siebie rozczarowuje.

Więc wybacz, droga publiko. Jeżeli, podobnie zresztą jak ja sama, oczekujesz podskoków, to jest to niewłaściwy adres.

Negatywka

///

Staram się, bo negatywizm jest obrzydliwy. Ale negatywna świnka to zwierzątko wrośnięte w każdego, większa lub mniejsza. U mnie całkiem niemała. Jestem śledzioną Jacka. Pejoratywną świnką Haliny. Żeruję na jej wrażliwości, przyprawiam o wściekłość i łzy. Ale potem, gdy się już najem, daję spokój.

Dlatego nie warto sobie włosów rwać z głowy i wszystko traktować z przymrużeniem oka. A to że tak uparcie na wszystkim psy wieszam? No przecież wiadomo, że jamnik najlepszy na ścianie.