Lajfstajl

Nie wykrzykuj prawdziwego siebie

Nie wykrzykuj prawdziwego siebie do nieodpowiedniej publiczności.

Ja tu z sercem na dłoni, a na sali cisza. Zero oklasków, zero westchnień uznania. Na środku sceny moje serce w świetle reflektorów, w tle jedynie brzęczenie stuwatowych żarówek. Patrzę na cienie z widowni. Wyczekujące spojrzenia, część zdegustowana powoli wstaje, zbiera swoje manatki, kieruje się do wyjścia. Ktoś upuścił parasol, dźwięk echem odbija się po sali. Ostre biało-niebieskie światło, w jego smugach widać przemieszczające się drobinki kurzu. Ja sama mam ochotę uciec, zapaść się pod ziemię. Stoję tam jak ten kołek, w różowej sukience. Im też jest w sumie trochę głupio, gdyby wiedzieli, nie zawracali by sobie głowy. Teraz przez obyczajową grzeczność muszą udawać, że wszystko świetnie.

Ach te piękne słowa

Żeby być sobą, nie udawać kogoś, kim się nie jest. Wierność sercu, posłuszeństwo wobec własnego jestestwa. Tylko co, kiedy publika jest z innej planety? Co jeśli, będąc prawdziwym, narażasz się na wyśmianie i wytykanie palcami? Bo tłum jest z bajki prostopadłej? I co jeśli znając twoją prawdziwą naturę, oplują cię jadem i odrzucą?

Udawanie kogoś innego ma swoje plusy. Jeśli się nie spodobasz, zawsze możesz zwalić winę na to, że to tylko gra. Że prawdziwy ty jesteś przecież zajebisty. Taki teoretyczny as w rękawie. A pokazując prawdziwą twarz, ryzykujesz siebie.

Clown

Niby dawno przestałam się nad tym wszystkim roztkliwiać. Aż do czasu, kiedy demony zaczynają kłapać na mnie zębami, kiedy krokodyle dni deszczowych gryzą w stopy. Wtedy rozglądam się dookoła i bacznie obserwuję reakcje. Doszukuję się niezadowolenia, ukrytej kpiny i już nie chcę marnować waszego cennego czasu. Głupio mi jest strasznie.

Najgorzej jak w grę wchodzi zaufanie. Kiedy czujesz się przy kimś swobodnie, wydaje ci się, że możesz po prostu być, tymczasem ten ktoś powoli wbija ci nożyczki w plecy. Ma cię za gówno, drwi, jego uśmiech pełen pobłażania. Pamiętacie epizod Sherlocka z igłą? Nie miałeś pojęcia, że pomału wykrwawiałeś się na śmierć. Taka oto niewesoła niespodzianka, no kto by pomyślał.

Łatwo powiedzieć

Żeby olać, nie przejmować się i po prostu być. Ale bycie wyrzutkiem nie jest wcale fajne. Podstawowe potrzeby człowieka, Maslow się kłania – bezpieczeństwo, przynależność i uznanie, wszystko leci za jednym zamachem. U ludzi głoszących filozofię uwolnienia swojego „prawdziwego ja” te potrzeby są zwykle, o ile nie zawsze, w dużej mierze zaspokojone. Zwykle jest partner, najlepszy przyjaciel, jakieś tam spełnienie. Nawet taka przyziemna głupota jak bezpieczeństwo finansowe bardzo wiele zmienia. Kiedy nie stoisz na chybotliwej, powoli tonącej kładce, masz grunt pod nogami – wtedy łatwo wiedzieć lepiej.

Czy więc grać w bezpieczne karty? A może staranniej dobierać publikę? Być sobą, ale w granicach rozsądku? Tylko gdzie ta granica? U jednych tu, u drugich tam. Możesz zrobić z siebie głupka przy własnej matce.

Zawsze boję się przy poznawaniu nowych ludzi, że nie potraktują mnie poważnie. Szczególnie, jeśli są to znajomości, na których mi jakoś tam zależy. Nie chodzi o to, że zrobię z siebie głupka, bo to raczej normalka. Może się jednak okazać, iż gardzą takimi głupkami.

Na scenie

Paranoja gości w moich zwojach. Zawsze jest ryzyko kopa w dupę. Zawsze jest niebezpieczeństwo, że idąc ulicą, wpadniemy pod samochód, że samolot walnie w brzozy przy lądowaniu, że z sedesu wyskoczy jadowita jaszczurka i będzie po nas. Tylko czy mamy się tym przejmować? Równie dobrze można wykopać sobie jamę i przesiedzieć w ciemnościach do końca swoich dni, nie mówiąc nic do nikogo, nie będąc czymkolwiek. Ale nawet wtedy istnieje ryzyko, że nasza pozornie bezpieczna jama się zawali.

Długa jest droga do raju skarbie, więc nie przejmuj się drobiazgami.
Stephen King, Bezsenność