Lajfstajl · Różniste

Nie jestem

Człowiek składa się z pierwiastków swojego otoczenia. Znajomi, praca, rodzina. Seriale, książki, muzyka. Ciuchy, makijaż. A co jeśli to wszystko wywalić na śmietnik. Pierdolnąć robotę, odizolować się od znajomych, przestać oglądać i czytać. Czy nagle rozpocznie się postępujące zezwierzęcenie? Motyw regresu, przemiana w bezmózgie zielsko. Brak kontaktu z cywilizacją, kiełkujące paznokcie.

Bas, bas, bassss…

Przy dźwiękach muzyki przeżuwam swoje nastroje. Przygaszone światło, wódka ledwie upita z kieliszka, ale może nawet za bardzo. Nie należy pić samemu, przykazanie pierwsze.

Sab, sab, ssssss….

wrzos

To są tylko pojedyncze nastroje, każdy takie ma, kiedy czujemy się te 2 stopy nad ziemią, krew wzburzona chwilowym narkotycznym rauszem, mózg poparzony używką. Czasami boję się wyjść do ludzi. Bo przecież co sobie o mnie pomyślą, jaskiniowiec jakiś, porośnięty bluszczem. Nie do końca pamiętam, jak składać prawidłowe zdania, nigdy nie wiedziałam, jak mówić z sensem. Moje baśnie dziwią przechodniów, a okrzyki entuzjazmu odrzucają słuchaczy. Na Drugi Koniec Pokoju.

Ktoś powinien wydać poradnik, jak rozmawiać z ludźmi na co dzień. Jak także ich unikać, nie narażając się na wytknięcie palcem. Jak ukrywać się w ogrodzie, nie będąc dziwolągiem. Ludzie wychodzą do knajp i na drinka. Ludzie rozmawiają ze sobą. Odnoszą sukcesy i szczerzą zębiska. Weselą się ludzie, weselą. Ja też w sumie, ale bez udziału widowni, w 4 ścianach mojego m3.

A może to chodzi o znalezienie odpowiedniego środowiska? Wiecie, swój swojego, przyciągające się podobieństwo i bratnie dusze. Ale co jeśli najbardziej bratnią duszą jest włochaty pająk w kącie sypialni? Zenon znany z widzenia, mrugający czterema paroma ślepi na dzień dobry, przebierający w swej pajęczej nieśmiałości dwunastoma kończynami, w tym 4 pary odnóż krocznych. Zawsze się zastanawiam, co taki pająk je, bo przecież tu nie ma żadnych much. Może powinnam zacząć go karmić?

wrzosy23

Czytałam ostatnio książkę o powierzchowności. To znaczy książka była o różnych rzeczach, ale idea sprowadzała się do tego, że wszystkiemu brakuje głębi. Głębia, drodzy państwo, nie istnieje. Przemaluj swoją twarz, doklej sztuczne rzęsy, załóż maskę i bądź kimkolwiek. To naprawdę działa, jesteśmy tym, kogo gramy, nie istnieje coś takiego, jak prawdziwe ja. Nieśmiały romantyk, przebojowy buntownik. 1, 2, 3, baba jaga patrzy.

Przez ostatnie miesiące zamknęłam się trochę w sobie. Na zewnątrz jestem ta sama ja, uśmiechająca się grzecznie w potrzebie, mądra i elokwentna, IQ 1500. W środku jakieś takie gnijące jabłuszko, co to nie wie, czy zgnić do końca, czy dać się zjeść przez królewicza w zbroi lśniącej.

Zakończyłabym ten post piękną filozoficzną puentą, że warto być sobą, najważniejsze, to stawiać na swoim, żyć w zgodzie z własną naturą, ale co jeśli sam już nie wiesz kim jesteś? I czego, do cholery, chcesz? Kim wtedy warto być i do czego dążyć? Przechodzisz przez parę okresów w życiu, przeciwstawiając się „poprzedniemu ja”, jak sinusoida, nudząc się sobą i kreując siebie na nowo, ale ile można? Jak łatwo się w tym przepoczwarzaniu pomylić. Wczoraj zbuntowana nastolatka, dziś odpowiedzialna pani domu, jutro zdegenerowany troglodyta. Rzucamy swoje wczorajsze życie dopóki nie skończą nam się pomysły. Co dalej?

.:: „I Would Like” Deru ::.