Lajfstajl

Dlaczego już nigdy nie pobiegnę o poranku?

Look at me, normalnie sportowiec roku. Nie ma jak dobre chęci i pobieżna znajomość własnych ograniczeń. Oraz wiara w cuda. Że będę cała zdrowa, sportowa, fit not fat i takie tam. Że jestem w stanie przeorganizować moją poranną rutynę, która póki co składała się z rozdzierającej serce agonii i dramacie powolnego rozstawania się z ciepłą poduszką.
superhero-blank11-1024x795
Motywacja do biegania czyli każdy biegać może…

Inni ludzie

Potrafią. Ba, nawet to uwielbiają. Naelektryzowana Pintrestami, blogami, hasłami o tym, że fajnie jest wcześnie wstawać, a jeszcze fajniej się poruszać, podjęłam to szalone wyzwanie. Bo przecież czemu nie ja?

Ja

Leń profesjonalny z wieloletnim doświadczeniem. Mająca na koncie niejeden egzamin komisyjny z WF-u. Unikająca zbędnego ruchu jak ognia, instalująca aplikację do zdalnej kontroli komputera, żeby go wyłączyć, bo nie chce mi się po to podnosić z łóżka. Pisząca podanie o przedłużenie sesji poprawkowej z powodu niezaliczenia basenu.

Starość nie radość

I dupa rośnie. Zbliżając się do 30-stki i 5-10kg nadprogramowego tłuszczu podjęłam decyzję o działaniu. Na początku szło mi całkiem nieźle – siłownia, basen, trekking. Potem zaczęłam sobie tłumaczyć, że siłownia jest za droga i że przecież będę biegać. I było całkiem ok, dopóki nie znalazłam nowego faceta i nie przełączyłam się w tryb „dobre wino, gigantyczny obiad z deserem i dzisiaj nie ćwiczę, bo jedzie zimnem”. A moja 30-letnia puppe zaczęła na nowo wylewać się z mojej bielizny.

Motywacja

Znaleźć ją jest łatwo, niestety jeszcze łatwiej ją stracić. Jak to jest, że najwięcej motywacji mamy w środku mega zawalonego dnia pracy, podczas sesji na uczelni, czy o 2:00 w nocy. I przepełnia nas energia, że no jasne, jutro totalnie idziemy biegać, ćwiczyć, naprawdę zaczynamy dietę i w ogóle nowa ja. Aż nie możemy się doczekać owego jutra. Chce nam się śpiewać o tym, jak to właśnie znaleźliśmy sposób na szczęśliwe życie, wszystko wydaje się tak super proste. Byle tylko zacząć.

 

15312139069
Zmotywowana i pełna mocy

Zaczynamy

…od jęku, gdy budzik budzi nas o 6 rano, a różnica temperatury między przyjaznym podkołdrem a wrogim światem zewnętrznym to co najmniej 20 stopni. Zaczynają się pierwsze wątpliwości. Ale nic, przecież jesteśmy zmotywowani. Wstajemy, wsuwamy się niezdarnie w nasz strój super bohatera i idziemy na bój.

Jest zimno

Wieje wiatr, słońce dało sobie spokój. Opatuleni szalikami ludzie z respektem patrzą się na twój ko(s)micznie krótki rękawek, da się też wyczuć lekkie pobłażanie. Że na pewno fajnie musisz mieć i powodzenia, a poza tym wszyscy zdrowi. Daje ci po twarzy świeże lodowate powietrze i to w sumie jest nawet ok. Szybki spacer do miejsca przeznaczenia czyli parku. I pierwsza śmierć z zimna, kiedy musisz się zatrzymać na kilka minut przed przejściem na drugą stronę ulicy. 3 stopnie Celsjusza, zero litości.

Błądzenie po szuwarach

No bo przecież nie będę biegać po ulicach, pełnych ludzi mierzących wzrokiem moje nędzne wysiłki fizyczne, koślawą postawę, niezdarny tupot kopyt i czerwony, zlany potem pysk. Jedyną opcją jest bieganie po krzakach. Do tej pory biegałam późnym wieczorem, z dala od tłumów i krępujących spojrzeń. Bo przecież oczywiście, że wszyscy na ciebie patrzą. Jesteś centrum wszechświata, szczególnie chybotliwie cwałując po ulicach, niczym bajkowy rumak na skraju zamarzniętej tęczy.

 

 

tumblr_inline_n0iwtkM8IW1qh3pai
Jak biegać? Można na przykład biegać po krzakach. Image credit: 2fuddha

 

Gdy podkowy grzęzną w bagnie

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. No dobra, ja mówiłam, ale szybko okazuję się, że popełniłam pewne błędy w kalkulacji. Jedną nogą i całą duszą wciąż tkwię w procesie porannego umierania, a oczekiwana energia wcale się nie pojawia. Teren jest obrzydliwie grząski, muszę uważać, gdzie biegnę, nie ma mowy o relaksie i wyłączeniu się. Stresując się wszystkim dookoła, tylko dodaję swojemu ciału pracy. Nie wiem gdzie biegnę, tu krzaki, tam pokrzywy, tu nieprzejezdna kałuża, facet z psem, jeżyny. Noż kurwa.

Ludzie, hieny, dzikie węże

Fizycznie nie wyrabiam, już wiem, że będę musiała się zatrzymać. Ale na tym fragmencie akurat pełno ludzi, biegnę wzdłuż ruchliwej drogi, bo źle skręciłam. Siostro, tlenu. No przecież teraz się nie zatrzymam, wszyscy zobaczą moją słabość, totalną klęskę. Kobieto, nie jesteś nawet w stanie przebiec kilku kilometrów, co z tobą?!

 

exhaustion
Poranne bieganie a śmierć naturalna

Metaliczny smak w ustach

Czuję jak wszystkie płyny mojego ciała się gotują, każdy na inny sposób. Chicken curry, heavy metal, ropne zapalenie płuc. Padam na pysk. Zbawienne przejście w marsz i teraz już tylko morderczy chłód, powoli odmarzają mi uszy. Byle do domu…

Agonia w aroniach

Decyzja sama się podjęła, nie ma bata, żebym rano miała biegać. Na pewno są ludzie, którzy to kochają i super, ale ja rano najbardziej kocham moją poduszkę. Opcja wcześniejszego wstawania wciąż pozostaje, ale bieganie zostawiam innym, niech mają to ekstra miejsce na ścieżce w parku.
Trochę czułam się skopana rano. Taka porażka. Ani nie spaliłam wczorajszej czekolady, ani niczego nowego sobie nie udowodniłam, nic nie wygrałam. Księżniczka kontra poranne bieganie 0:1. Z drugiej strony jednak postawiłam krzyżyk na liście dobrych uczynków do wypróbowania, więc chyba się liczy, nieważne z jakim wynikiem?
large
Martwe bajkowce czyli kiedy przegrywasz z postanowieniami
Cover image credit:  LA(Phot) Arron Hoare, HMS Protector