Podróże

Indie – dlaczego ich nie pokochałam?

Zawsze bardzo chciałam odwiedzić Indie, fascynowała mnie kultura, wspaniała kuchnia, wszechobecne kolory. Wiele osób mi ten kraj polecało, w ich przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia. Pod koniec ubiegłego roku zostaliśmy zaproszeni z chłopakiem na ślub znajomej w Delhi i skończyło się na zorganizowanej 3-tygodniowej intensywnej wycieczce po kraju. Niestety nie wszystko okazało się tak piękne, jak to sobie wyobrażałam.

Tuk tuk
Tuk tuk

 

Brud, smród i malaria

Wszędzie syf. Ale to niewyobrażalny. Sterty śmieci, rozkładające się owoce, odchody. I nikomu to nie przeszkadza. Pół metra od tych śmieci na ziemi siedzi matka, karmiąc dziecko. Facet sprzedaje wyłożone na szmatach ryby, po których od paru godzin łażą muchy. Dalej leży krowa, załatwia się pies. Dziwi tylko brak wszechobecnych karaluchów.

Sprzedawca ryb w Kochi
Sprzedawca ryb w Kochi

Jeśli chodzi o architekturę to z większością trudno powiedzieć, czy jest w budowie, czy w rozbiórce. Odrapane, bez okien, z wyburzonymi ścianami. Obok przepiękne stare budowle, niestety też zaniedbane, brudne i sypiące się.

Varanasi
Varanasi

 

Niesamowite zanieczyszczenie środowiska

Ciężka mgła przy lądowaniu w Delhi okazuje się duszącą zawiesiną ze spalin. Woda pitna tylko butelkowana, zresztą wystarczy spojrzeć na okoliczne rzeki, żeby zrozumieć dlaczego – przy brzegach kilku- czy kilkunastumetrowa warstwa śmieci i brudu. Nagle historia samozapalającego się jeziora zupełnie nie dziwi.

Kochi
Kochi

 

Wszechobecny chaos i brak ładu

Na początku było trochę śmiesznie, w końcu zaczęło mnie to przerastać. W Indiach chaos wydaje się być integralną częścią życia. Chaos w naszym rozumieniu, bo w ich rozumieniu to norma. Godziny są umowne, wszystko jest na „mniej więcej”, taksówkarz nie wie gdzie jedzie (ale jedzie), a pojęcie health & safety nie istnieje (te kable zwisające bez zabezpieczenia, ludzie pracujący na drabinach pozwiązywanych na odwal się etc.).

Świetnym przykładem chaosu jest ruch uliczny. To bezładna mieszanka trąbiących samochodów, pieszych, riksz, krów, tuk tuków, bezpańskich psów, wszystkiego. W Indiach klakson jest nie po to, aby zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo. To sygnał – „uwaga jadę” i używa go każdy jadący, z dużą częstotliwością. Tłumy są niewyobrażalne – zakupy na Oxford Street w dzień przed świętami to w porównaniu relaksująca przechadzka.

Ulice w Indiach
Ulice w Indiach

 

Wszyscy próbują wyciągnąć od ciebie kasę

Chyba to była rzecz, która najbardziej mnie do Indii zniechęciła. Wciąż czułam się oszukiwana, odnosiłam wrażenie, że ludzie widzą we mnie chodzący portfel i okazję do wykorzystania. Zagadywali, oferowali pomoc tylko po to, żeby chwilę później oczekiwać drobnych za swoje usługi lub by zaciągnąć cię do sklepu kumpla.

Za wszystko oczekiwany był napiwek. Nasz opłacony wcześniej kierowca zwrócił nam uwagę, że nie daliśmy mu wystarczająco dużo extra napiwku (a dostał £10 czy £20). WTF.

Nienawidziłam nieokreślonych cen na marketach. Bez wiedzy, jaka powinna być cena, możesz mieć pewność, że sprzedawca poda ci wywoławczą nawet pięciokrotnie wyższą od oryginalnej, jeszcze zapewniając, że „gardło sobie podrzyna”. A ja jako wrażliwa dusza non stop czułam się robiona w konia i bardzo popsuło mi to ogólne wrażenie.

IMG_1217
Varanasi i poranne rytuały na brzegu Gangesu

 

Szok kulturowy dla mnie nie do ogarnięcia

Bieda, niewyobrażalna nędza. Trudno być radosnym turystą, gdy widzisz głodujące dzieci.

Brak poczucia bezpieczeństwa. W Varanasi i Delhi poradzono nam nie wychodzić z hotelu po zmierzchu. W ogóle najlepiej się nie szwędać. To nie Europa, gdzie jak coś, to policja, wymiar sprawiedliwości, lovely neighbourhood watch. Twoja pewność siebie szybko topnieje, gdy jesteście jedynymi białymi na tłocznej ulicy i czujecie na sobie wiercące, milczące spojrzenia wszystkich dookoła (Delhi). Do tego Ty jesteś jedyną kobietą.

Uczucie niepewności potęgowały sceny takie jak facet leżący pod wiaduktem twarzą do ziemi, na wpół rozebrany z gołym tyłkiem – zero reakcji otoczenia. Goście na środku ulicy wstrzykujący sobie heroinę – zero reakcji otoczenia. Jasne, były też urocze i przyjazne sceny, ale były też takie, w których czułam, że znalazłam się w bardzo niewłaściwym miejscu.

IMG_7677
Delhi

 

Czy mogę sobie zrobić z panią zdjęcie?

W Indiach jako biały jesteś atrakcją, trochę gwiazdą, trochę zwierzątkiem w zoo. Jesteś proszony o autografy, robi się z tobą zdjęcia. Jednych to śmieszy, drugich podbudowuje, ja trochę się dziwiłam, trochę uśmiechałam, ale też trochę miałam dosyć. Awkward.

Nie przepadałam też za częstym zaczepianiem przez obcych. Jak wspomniałam wcześniej, głównie chciano nam coś sprzedać. Pewnie zdarzały się też osoby szczerze zainteresowane zwykłą rozmową, ale tego było po prostu dla nas za dużo. Ciężko mówić o relaksie, gdy nie możesz spokojnie przejść ulicą, nie będąc nagabywanym.

IMG_1285
Ganges, Ghaty w Varanasi

 

***

Po 3 tygodniach dość chętnie wróciłam do domu. Przez pierwsze parę tygodni czułam się nie na miejscu. Dziwnie było mi gadać z hindusami z pracy, nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo musieli nagiąć swoje przyzwyczajenia, żeby dostosować się do zachodniej cywilizacji.

Indie to inny świat, kosmos, na który trzeba być gotowym. Są prosto w twarz, zalewają Cię swoim majestatem, różnorodnością, przytłaczają odmiennością. Jest w nich dużo magii i piękna, o których na pewno jeszcze napiszę, jednak nie jestem w stanie pokochać ich jako całości. Choć zdecydowanie warto pojechać i przekonać się samemu.

Wszechobecne święte krowy. Varanasi
Wszechobecne święte krowy. Varanasi