Wielka Brytania

Dlaczego Anglicy gadają o pogodzie?

Śnieg w czerwcu i poziomy deszcz. Klęska żywiołowa przy 2 centymetrach śniegu. Skwar zimą w metrze. Oraz temat numer jeden do small talku.

Jest parę rzeczy, jakie mnie wkurzają w Wielkiej Brytanii. Którą, owszem, uwielbiam, ale też nienawidzę. Jedną z nich jest angielska pogoda. O niej słyszał każdy – legendarne „zimno i pada”. Ale to nie jest do końca tak.

Pory roku

Zacznę od tego, że w UK są tylko dwie pory roku: wiosna i jesień. Nigdy nie robi się dostatecznie zimno zimą, ani ciepło latem. Jak temperatura czasem spadnie poniżej zera, jest dramat. No jasne, że dramat – wiktoriańskie domy, chyba że ze świeżą izolacją i nowiuśkimi oknami, utrzymują temperaturę w porywach do 17℃. U mnie zimą było 10℃. Nawet teraz w maju siedzę w domu w swetrze. Zimą były dwa, do tego wełniane getry, polarowy onesie i futrzana kamizelka. A w ostatni weekend wychodziłam do ogrodu, żeby się rozgrzać.

Wiosna w Folkestone
Wiosna w Folkestone

Summertime

Jedną z rzeczy, która mnie od początku zdziwiła w Wielkiej Brytanii, było nazywanie przez Anglików wiosny latem. Że „oh it’s summer!”. Jakie summer? O wiośnie mówi się raczej w kontekście tego, że nagle kwiatki kwitną, pączki na drzewach, zielono i ptaki śpiewają. O pogodzie – zimno, zimno, zimno i nagle „It’s SUMMER!”. Bo słońce wyszło.

Kalendarzowe lato to średnio 17-22℃ i jedynie sporadyczne słońce. Pamiętam pierwsze lato, jak tu przyjechałam – myślałam, że po prostu nieudane . Tylko, że lato następnego roku było takie samo. I kolejne i to rok później…

Bo w Wielkiej Brytanii lato jest chujowe. Szaro, pochmurno, wietrzyście. A jak już upał (kilka razy do roku), to często nieprzyjemny, lepki i duszny. Tęsknię za prawdziwym polskim latem, z gorącem i burzami. Bo tu nawet nie ma burz. To znaczy są, ale podobnie jak to słońce – byle jakie. Raz gdzieś zagrzmi w oddali, może zabłyśnie. I tyle. A ja tak bardzo lubię prawdziwe burze…

Poranna mgła, zamek w Scarborough
Poranna mgła, zamek w Scarborough

Zima

Idź pan w siusiaka z taką zimą. Takie nie wiadomo co. Niby fajnie, że nie ma mrozów, rzekomo cieplej. Teoretycznie temperatura waha się w granicach 5-10℃. ALE.

Brytyjskie stopnie Celsjusza nie są takie same, jak polskie. Tu jest inny kurs stopnia. Jego wartość jest brutalnie zmiażdżona przez przenikającą wszystko wilgoć. Anglicy się śmieją z Polski – ooo, bo u was taka Syberia, -10℃! Nie, to tutaj jest Syberia. 5℃ w Londynie jest jak polskie -5℃. Przemarzasz do kości, odpadają ci członki. Armia Umarłych zerka zza muru.

A nie daj boże spadnie śnieg! Londyn stoi, szkoły zamknięte, metro nie pojedzie. Na 1-centymetrowej mieszance śniegu i błota dzieciaki wytrwale egzekwują aniołka. Na zlodowaciałym chodniku można się zabić, bo idea odśnieżania nie jest nikomu znana. Ogólnonarodowa katastrofa, klęska żywiołowa. Wszyscy robią zdjęcia i wrzucają na fejsbuka.

Parę lat temu naprawdę spadł śnieg, w sensie więcej niż 3 cm. Ludzie zgłupieli. Na chodnikach zaspy do kolan, nikt nic z tym nie robił. Najlepsze były całe ośnieżone samochody, z niewielkim wytartym z przodu otworem, żeby kierowca widział, gdzie jedzie. Masakra.

Ale Brytyjki mimo zimy twardo biją do klubów w miniówach na ramiączka, bez rajstop, z odkrytymi plecami. Podczas gdy ja w futrze i wełnianej czapie. Fenomen dla mnie nie do ogarnięcia.

Śnieg w Londynie
Śnieg w Londynie

Bo w kratkę i na wariata

I tu dochodzimy do tego, dlaczego Brytyjczycy potrafią tyle mówić o pogodzie. Jest oczywiście kwestia small talku i pogody jako najbardziej banalnego tematu – przecież pogodę i zdanie na jej temat ma każdy. „Ale dzisiaj zimno” z powodzeniem zabija nieprzyjemną ciszę w kuchni, gdzie nieszczęśliwie trafiłeś na współpracownika przy robieniu herbaty.

Generalnie Brytyjska pogoda to temat rzeka. Bo jakież to zróżnicowane i kolorowe zjawisko. Jakież zmienne i nieprzewidywalne. Absolutnie zaskakujące.

To nie jest tak jak Polsce, że patrzysz przez okno czy na termometr i to daje ci mniej więcej koncepcję, w co się ubrać. Nie. Tu jest loteria. W ciągu dnia możesz przerobić wszystkie znane ci pory roku. Może być 30 stopniowy upał, a może być 5 stopni i deszcz. Mogą być oba warianty, jeden rano, drugi wieczorem, przeplatany jeszcze trzecim.  Albo jednocześnie słońce i grad. Upał, a za moment chmury i lodowaty deszcz. A następnie znowu błękitne niebo i żar. I tak na przemian.

Nie wspominając już o prognozie na tydzień. Tutaj to już w ogóle prezentacja żywiołów, istne expo meteorologiczne i nerwica Zeusa. Zawsze kończę na tym, że umieram z zimna albo z gorąca. I to kilka razy dziennie.

Ulewa w Windsor
Ulewa w Windsor

***

Takie to smuty synoptyczne. Naprawdę chciałam napisać, że to nie jest tak, że w Londynie zawsze pada. Że to wszystko to głupie przesądy, bo pogoda jest jak wszędzie. Niestety tak naprawdę jest pogoda pod psem – mokrym, ponurym, obrośniętym mchem i ociekającym wilgocią. Może nie zawsze pada, ale po prostu jest szaro i nijak.

Po latach człowiek przyzwyczaja się do tej regularnej siąpiącej depresji i na serio serce mu rośnie, gdy jedzie latem na te parę dni do Polski. Nagle okazuje się, że może być ciepło. Że wiatr to nie tylko ten lodowaty, a słońce naprawdę grzeje.

Rozebrane laski w środku zimy w UK
Rozebrane laski w środku zimy w UK