Lajfstajl

Co robię, gdy ogarnia mnie żenada?

A ogarnia mnie niestety dość często, doskonale znany stan: “Nic mi się nie chceee… wszystko bez sensu…” Nic nie cieszy, ogarnia depresja. Nawet jeśli mam listę rzeczy do zrobienia, po prostu leżę i mega znudzona patrzę w sufit. Najgorsze jest to, że nagle nie ma ani pomysłu ani ochoty na zrobienie czegokolwiek dla poprawy sytuacji. I wpadam w błędne koło. Jak sobie z tym radzę?

1. Ruszam 4 litery

Co prawda, kiedy ogarnia żenada, ostatnią rzeczą, jaką chce się robić, jest ruszanie się gdziekolwiek. Ale po prostu wtedy się zmuszam, bo wiem, że to w 90% działa. Siłownia, bieg, rower. Długi, najlepiej samotny spacer.
Uwielbiam 1-dniowe samotne wycieczki za miasto, od rana do późnego popołudnia. Pakuję do plecaka lunch, butelkę wody, aparat fotograficzny, telefon z mapą i zaznaczoną trasą i idę od miasteczka do miasteczka przez 15-25km.
Taki spacer czyni cuda. Po pierwsze dostarczam swojemu ciału ruchu i masy endorfin,  samopoczucie poprawia się automatem. Mam poczucie osiągnięcia czegoś – samotny kilkunastokilometrowy spacer to nie byle co. Do tego cały dzień jest dla mnie. Nikt mi nie truje, mam mnóstwo czasu na myślenie i planowanie, a z całym tym zastrzykiem pozytywnej energii, myśli szybko zmieniają się w inspirację, ambitne plany i chęć do życia.
W tygodniu natomiast staram się biegać. 30-40 minutowy wieczorny bieg to dla mnie super dawka pozytywnej energii.

 

cornwall_118
Moja samotna wycieczka do Kornwalii w 2014 dodała mi pozytywnej energii na miesiące

2. Gotowanie

Małe zwycięstwa kuchenne zawsze przywracają mi chęć działania. Szukam jakiegoś fajnego przepisu albo coś wymyślam sama i do dzieła. W ciągu 30 min przy naprawdę małym wysiłku można wykrzesić na przykład pyszne mufiny, a zadowolenie z pomyślnie zakończonego przedsięwzięcia dodaje mega motywacji.

 

Photo 23-03-2014, 14 50 59
Mufiny to kilka ruchów łyżką, żeby wymieszać składniki i 20 min w piekarniku

3. Przeorganizowanie pokoju lub miejsca w szafie

W organizacji przestrzeni wokół siebie jest coś mega energetyzującego. To robienie „po swojemu”, wymyślanie własnego systemu, kombinowanie, jak tu zrobić, żeby było fajnie. Zawsze budzi to moją kreatywność i jest bezstresowe, bo przecież robię to dla siebie.

4. Sen i dobre jedzenie

Serio, to czasem takie proste. Za dużą część naszych wewnętrznych smutów i braku laku są odpowiedzialne brak snu i nieprawidłowe odżywianie się. Staram się jeść regularne, zdrowe posiłki, bez niezdrowego podjadania. Zwracam uwagę, żeby się porządnie wyspać kilka dni z rzędu, 7-8h każdej nocy, w cywilizowanych godzinach.

5. Pinterest, blogi i inspiracja pasjami innych ludzi

Czasami właśnie tego mi potrzeba do walki z ogólnym marazmem. Zainspirowana znaleziskami w sieci, tworzę listę przyszłych projektów czy pozytywnych zmian w  życiu. I od razu jest lepiej!

6. Podbudowujący film lub książka

Kiedy ogarnia mnie zupełne “nic mi się nie chce i wszystko bez sensu”, pozostaje super leniwa opcja. Ostatnio miałam mega depresję i trochę za głęboko w niej siedziałam na “ruszenie się”. Dał mi kopa banalny film Podróż na sto stóp (The Hundred-Foot Journey), po którym od razu pobiegłam do kuchni i zaczęłam eksperymentować. I od razu zachciało mi się żyć!

 ***

W większości przypadków wystarczy tylko zacząć coś robić. Zwykle trzeba się po prostu zmusić do ruszenia się i działania. Zrobienie czegoś łatwego i przyjemnego, a zarazem inspirującego, odwraca uwagę od nudy i żenady zawsze poprawia nastrój.
img_93951
Spacer z Seaford do Eastbourne