Lajfstajl

Artysta głodny

Znasz te momenty bólu istnienia, kiedy to serce ściśnięte, łza w oku się kręci, a Weltschmerz rozdziera na trzy części? Kiedy twój umysł przepełnia zbędna poetyka tudzież litry żółci, które przelewają się z burty na burtę i domagają się wylania na papier czy płótno?

Bo artysta syty nie ma nic do powiedzenia,
chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać.
Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny…Kazik na żywo, Las Maquinas de la muerte

Artysta głodny, artysta przeżywający. Poza momentami wściekłości i depresji, niezadowolenia ze stanu aktualnego, wydaje mi się, że nie mam nic do powiedzenia. Nic, co byłoby ważniejsze od przeżywania codzienności. Po cholerę uśmiech przelewać na papier, jak wystarczy uśmiechać się poza papierem? To, jeśli piszemy o uczuciach. Komentarz polityczny? Przepis na placek? Opinia? Ale kogo to obchodzi?! Nie mnie, bo ja aktualnie ganiam za zającami po łące. Metaforycznie.

Priorytety. Maka. Zajawka. Encyklopedyczna pasja. Każdy sobie rower skrobie. Pasja to zwierzę długie, cętkowane, kręte. Niczym gad połyka cię w całości i wygląda się wtedy tak:

Zjedzony przez wenę
W takiej ciemności to nie ma co pisać bloga w ogóle.

W okresach niepojętego szczęścia wszystko inne nie istnieje. Horyzont jest w całości zajęty jest przez aktualną szajbę, reszta kwili nieporadnie gdzieś tam z boku. Co tam reszta! Targani przez wichry namiętności zapominamy o świecie, który jest nagle taki malutki i nieznaczący w porównaniu do tego wszystkiego, co nas obecnie kręci. Sens życia wreszcie odnaleziony, rozkwitają kwiaty, harfy anielskie grają!

Gratuluję prawdziwym blogerom, że mają wystarczająco dużo samodyscypliny, żeby wypluć z siebie parę zdań mimo braku chęci, inspiracji i czasu. Ja samodyscypliny nie posiadam w ogóle. Jeśli lenistwo nakazuje mi bezczynnie leżeć na tapczanie, nie sprzeciwiam się, grzecznie leżę, zero asertywności. Widocznie jest oficjalny czas na leżenie i nie ma co dyskutować. Jeśli mam akurat gonić za jedynym słusznym sensem wszystkiego, lecę jak wariatka na łeb na szyję, niby skrzydła nieco przykrótkie, ale to bez znaczenia. Wtedy liczy się to JakieśTamCośTam, ja nie kwestionuję, nie zadaję pytań. Aż do czasu, kiedy wpadam na ścianę, uderzam się w nos, a świat spowija nieoczekiwana ciemność.

Fille aux chardons, Joanna Concejo

Nie ogarniam świata. Na smutno nie ogarniam świata bardziej, ale wtedy w morzu łez powstaje liryka. Na wesoło mam generalnie w dupie. Szkoda mi czasu na głupoty. Polityka jest nudna, ekonomii nie rozumiem, świat kręci się w to samo kwadratowe kółko od lat, ludzie popełniają te same błędy, nihil novi, nie ma czym się zachwycać. Nam się wydaje, że to jeszcze nigdy tak nie było, ale po prostu nie pamiętamy. Albo nasi rodzice i dziadkowie nie są w stanie nas przekonać, bo przecież wiemy lepiej, a może już sami pozapominali. Pewnie są znudzeni tą powtarzalnością schematów, kolejna afera, kolejne zabójstwo, kolejny hit listy przebojów, teraz nosimy rozkloszowane spódnice z haftami w kwiaty, a teraz wypada być wegetarianinem. Kto by za tym wszystkim nadążył?

Im jestem starsza, tym mniej energii i ochoty mam na uganianie się za tym, o czym się obecnie mówi i trochę szkoda mi czasu na naginanie siebie do aktualnych trendów. Nie chce mi się mieć zdania na każdy temat, bo za parę miesięcy ten temat będzie martwą, rozkładającą się przeszłością. Nie mam do powiedzenia nic godnego uwagi, moje zdanie jest nieistotne. Idę sobie zatem polatać w cumulusach.

A niebo jest przy tym niebieskie…Kult, Marianna