Wielka Brytania

5 rzeczy, dla których wróciłabym do Polski

Nie lubię postów w formie list. Dlatego ten post będzie w formie listy. Bo ja taka schizofreniczna i na przekór sobie jestem.

Emigrowałam prawie 8 lat temu (przypadkiem). Ogólnie raczej nie chcę wracać, ale są w Polsce rzeczy, za którymi zajebiście tęsknię. I oto one:

Pogoda

Kurwa. Od 2 tygodni jest pochmurno, okolice 15-18 stopni i pada przez co najmniej pół dnia. Słyszę, że w Polsce upały i mnie cholera bierze. Tu lata właściwie nie ma, są jedynie przebłyski (o angielskiej pogodzie pisałam wcześniej). Gdy pomyślę, że skoro chcę tu zostać, taka pogoda czeka mnie do końca życia, to jednak mi się odechciewa. Może jednak do Polski wrócić? Może do Francji się wynieść? Może jakieś sztuczne naświetlanie sobie zapodać i witaminę D w tabletkach? Jak ja tęsknię za słońcem…

Deszcz w Londynie

Dobre jedzenie

Za każdym razem jak jadę do Polski, strasznie się jaram perspektywą dobrego żarcia. Najbardziej nie mogę się doczekać naszego chleba, do tego wędlina, bryndza, świeże warzywa. I to jakie warzywa – wielkie, soczyste, pełne smaku. Fajnie mieć to wszystko na co dzień. W UK na dobrej jakości jedzenie trzeba polować i dużo więcej za nie płacić. Ok, w Polsce nie zawsze jest taniej, szczególnie w porównaniu do zarobków. Ale lepsze jakościowo jedzenie jest na porządku dziennym. Trochę więcej o brytyjskim koszmarze jedzeniowym tutaj.

Znajomi

Może dupa socjalna ze mnie, z wszystkimi fobiami i głupawą głową, ale nie nabyłam wielu przyjaciół w Wielkiej Brytanii. Znajomych – jasne, ale te wiele z tych znajomości po czasie się jakoś porozluźniało, ludzie się przeprowadzali, zmieniali pracę i towarzystwo. Znikali z horyzontu.

Moi znajomi to też głównie obcokrajowcy, z Angolami jakoś nigdy do końca nie nadawałam na tych samych falach. Nie wiem, czy to wciąż bariera językowa, czy też kulturalna – sposób zachowania, angielska wstrzemięźliwość kontra wschodnioeuropejska bezpośredniość. Niemniej jednak mogę na palcach ręki policzyć Brytyjczyków, z którymi się przez te 8 lat bliżej zaprzyjaźniłam.

To jakoś zawsze jest tak, że lokalni raczej trzymają się ze sobą, a obcokrajowcy (nawet z różnych krajów) w oddzielnej grupie. Jak tu mieszkasz od małego, masz swoich przyjaciół, ludzi z którymi znasz się od lat, ze szkoły i studiów. Nie masz potrzeby szukania na siłę znajomości, socjalizowania się z ludźmi z roboty i tak dalej. Jesteś u siebie, nie musisz się starać.

Londyn jest wielki, ludzie są w ciągłym biegu. To wszystko też wpływa na to, że stosunki międzyludzkie są jakieś takie luźniejsze. Spotkanie się ze znajomymi jest często nie lada wyczynem, bo każdy na innym końcu Londynu i to jest trochę jak w innej galaktyce. Tęsknię do starej paczki w Polsce, do mojej najlepszej kumpeli i tego, że nie trzeba było robić godzinnej wyprawy, żeby się zobaczyć.

polski chleb

Mama i pies

Z mamą widzę się kilka razy do roku. Z resztą mojej niewielkiej rodziny w Boże Narodzenie (albo wcale). Ale chyba najgorzej jest z mamą. Nie daj boże by się coś stało, a mnie nie ma na miejscu. Nie będę się tu za bardzo rozpisywać, bo to taka prywata już jest, ale wolałabym mieć rodzinę bliżej niż na odległość podróży samolotem.

I psa, bo jak pomyślę o smutnych rozczarowanych ślepiach Marvina za każdym razem, jak wyjeżdżam po kilku dniach z powrotem do Londynu, to mi się mega przykro robi. Bo psy to na maksa przeżywają, strasznie mi jest go wtedy żal.

To się tak wydaje, że to raptem 2 godziny lotu. Plus 1h na lotnisku, 2h podróż na lotnisko, ograniczona do stałych godzin lotów – np. nie polecę przed 18.oo czy w czwartki. Do tego koszt wycieczki i nagle okazuje się, że wyjazd na weekend w ogóle nie wchodzi w rachubę, bo średnio tak wydawać £150 i brać 2 dni urlopu na to, że jest się w Polsce w piątek od 21:3o do południa w poniedziałek.

Marvin
Marvin – „No weź mnie nie foć…” to te same oczy co „no weź nie jedź…”

Język

Angielski znam biegle. Rozmawiam po angielsku w pracy i w domu z chłopakiem. Myślę i śnię w tym języku. To nie jest tak, że nie czuję się z angielskim pewnie, nie umiem bawić się słowem czy nie łapię delikatnych niuansów w znaczeniu wyrazów. Po 8 latach już tak. Ale mimo wszystko nadal czuję się sto razy bardziej komfortowo, rozmawiając po polsku. Fajniej czyta mi się książki w ojczystym języku, lepiej przyswajam w nim wiedzę. Nawet jeśli mój polski trochę kuleje i czasem już brakuje mi słów lub przekręcam gramatykę, to nie ma dla mnie nic bardziej swobodnego niż komunikacja we własnym języku. Czasem zastanawiam się, czy rzeczywiście chcę do końca życia rozmawiać w obcym.

I tyle. 5 rzeczy, za którymi tęsknię najbardziej. Na początku mi w ogóle ich nie brakowało. Dopiero po latach, kiedy coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko, kiedyś tak oczywiste i niedoceniane, należy tak naprawdę do przeszłości. No chyba że wrócę do Polski, ale w przeciwnym razie to już nie wróci. Smutno się tak trochę robi…

Tylko ile jest rzeczy, z powodu których NIE CHCĘ WRACAĆ do Polski? O tym, kochane dzieci, dowiecie się z innej dobranocki. Over & out.